O autorze
Od kilku lat pracuję jako modelka. W moim życiu wszystko przebiegało jak u każdej nastolatki aż do 15 roku życia... Kiedy szefowa agencji w której obecnie pracuję, zauważyła mnie na ulicy i zaprosiła do współpracy. Od tamtej pory można powiedzieć, że życie odmieniło mi się o 180 stopni :)

Swoje pierwsze zawodowe kroki stawiałam w Paryżu. Później zaczęły się kolejne wyjazdy: Mediolan, Londyn, Ateny, Madryt, Barcelona, Sydney, Nowy Jork itd.

Podróże były dla mnie zawsze ciężkie, szczególnie jeżeli chodziło o rozłąkę z rodziną, chłopakiem czy przyjaciółmi. Dlatego też zdecydowałam się na przerwę, zaczęłam studia i stacjonarną pracę.

Ale modeling zaraża! I zaczęłam tęsknić za tą pracą. Po prawie 5 latach wróciłam do mody na pełnych obrotach i tym chciałabym się dzielić na swoim blogu.
Możecie mnie również obserwować na Instagramie: sylwia_sucha

Życie na walizkach

Plener, gdzie robiliśmy zdjęcia do kampanii marki Quiosque
Plener, gdzie robiliśmy zdjęcia do kampanii marki Quiosque
Zawód i życie modelki to głównie podróże i tak zwane zycie na walizkach. Jak w poprzednim wpisie wspominałam w wakacje będzie się u mnie dużo działo, ciągłe przemieszczanie się z kontynentu na kontynent, z miejsca na miejsce.

Na początku lipca wyruszyłam na sesje do Francji. Tam robiliśmy kolejną kampanie jesień-zima dla marki Quiosque.

Mega mi się spodobał ten pomysł wyjazdu, ponieważ we Francji byłam tylko w Paryżu i to jak miałam 15 lat. Był to mój pierwszy kontrakt zagraniczny, który nie wspominam najmilej. Dlatego opcja wyjazdu po raz kolejny bardzo mnie ucieszyła. Była to szansa, że jednak polubię Paryż i będzie mi się lepiej kojarzył. Poza tym z ekipą ludzi z którymi poleciałam, z nimi nigdy się nie nudze. Oprócz Paryża byliśmy jeszcze w Normandii i Bretanii.
Wiedziałam, że Francja jest piękna, ale dopiero jak zobaczyłam na własne oczy to uwierzyłam. Marzy mi się teraz wypad ze swoją paczką znajomych, wynajęcie auta i pojechania wybrzeżem Francji. Polecam każdemu! :)
Podczas wyjazdu miałam też swoje urodziny. Akurat w tym czasie byliśmy w pałacu, gdzie spaliśmy i oczywiście ja się bałam tam spać. Było tam pięknie, a zarazem lekko przerażająco. Nie tylko ja miałam takie "paranoje" :)
Również, muszę tutaj pochwalić swojego chłopaka, który w tym czasie był na kontrakcie w Hong Kongu, zamówił piękny bukiet róż dla mnie, które czekały w hotelu w kolejnym miejscu do którego zmierzaliśmy. Była to dla mnie bardzo wzruszająca niespodzianka :)
We Francji spędziliśmy tydzień czasu, pracowaliśmy praktycznie codziennie budząc się 6-7 rano. Przemieszczaliśmy się codziennie. Hotel widzieliśmy dopiero na wieczór po całym dniu sesji i podróży, ale mimo wszystkiego nie zabrakło nam czasu na zwiedzenie tego uroczego miejsca. Więcej można przeczytać również na blogu marki Quiosque.

Po Francji kolejnym moim krokiem był właśnie Hong Kong. Poleciałam tam też na tydzień żeby odwiedzić Adama, który przebywa tam na trzymiesięcznym kontrakcie.

Oczywiście nie obyło się bez przygód. Mało brakowało, a bym nie poleciała, ponieważ samolot którym miałam lecieć do Monachium (tam miałam przesiadkę) okazało się, że ma usterkę. Myślałam, że to jakiś zły sen. W tym czasie byłam cały czas na łączach z Adamem i zdawałam relacje. Chciało mi się płakać, krzyczeć z bezsilności. Zaczęłam sprawdzać inne połączenia do Monachium, to akurat ostatni samolot odleciał. Zaczęłam szukać innych połączeń do Hong Kongu, to wyszło, że byłabym na miejscu za kolejne 2 dni. Ostatecznie powiedziałam sobie no nic będzie co będzie, czekam.

Po 3,5 h pilot samolotu poinformował nas, że lecimy!!! Ze szczęścia łzy mi poleciały, a uśmiech to miałam chyba od ucha do ucha :)

W całym tym zamieszaniu miałam szczęście, że na przesiadkę w Monachium miałam dużo czasu i mimo opóźnienia zdążyłam na samolot do Hong Kongu.

Udało się! Jestem w Hong Kongu! Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, tryskam pełnią szczęścia, bo zaraz spotkam się z Adamem. Szukam gdzie jest pociąg, którym zabiorę się na stację, na której się umówiliśmy i jadę. Zaczynam podziwiać wszystko z okien pociągu, myślę sobie ładnie tu. Ale pierwsze wrażenie jakie miałam jak wyszłam z samolotu na płytę lotniskową to to, że śmierdzi. W całym mieście czuć zapach przypraw i ich jedzenia. Ja niestety nie do końca przepadam za ich przysmakami, szczególnie jeżeli chodzi o mięso, np takie jak na zdjęciu.
Po 1 h dojechałam na miejsce, znaleźliśmy się z Adamem, zaczynamy jechać do naszego hotelu. Nie ukrywam, że wyjazd był "studencki" tzn po kosztach. Ale ja lubię takie przygody i uwielbiam wyszukiwać jak najtańszych noclegów, połączeń itd. To mi sprawia satysfakcję :)

Jesteśmy w "hotelu". Nie było łatwo go znaleźć, szczególnie, że nie był on oznakowany. W hotelu ni w ząb żeby ktoś mówił po angielsku. Łamałam swój język, machałam rękami, rysowałam na kartce kalambury, rebusy iiiiii po 30 minutach, tak udało się Pani zrozumiała!

Pani uśmiecha się jak to w ich kulturze, klient nasz Pan, wypisała nam rachunek, daje klucz, idziemy.

Mówię sobie ufff super, udalo się :)

Wchodzimy do pokoju i szok!!! Wszędzie lustra, twarde łóżko, brak okien. Patrze na Adama i mówię, no studenckie klimaty i zaczynamy się śmiać. Było nam wszystko jedno, najważniejsze, że się spotkaliśmy, a hotel i tak był tylko miejscem do przenocowania. Mówimy Pani dziękujemy i dalej się śmiejemy. Koniec końców okazało się, że pokój, który wynajęliśmy w tym hotelu jest wynajmowany na godziny. Był to kolejny powód gdzie zaczęliśmy się śmiać w niebo głosy, bo już zrozumieliśmy zdziwienie pani i wielkie oczy jak powiedzieliśmy, że chcemy spędzić tam 5 nocy :)
W samym Hong Kongu było super. Moze nie jest to miasto turystyczne i nie ma tam za bardzo co zwiedzać, ale warto jest na pewno przyjechać i zobaczyć jak ludzie tam żyją. Żebym ja tam zamieszkała to na pewno bym musiała się przyzwyczaić do warunków jakie tam panują. Małe mieszkania, dużo ludzi, bardzo głośno i niestety bardzo brudno. Mnóstwo kartonów, śmieci, karaluchow i szczurow na ulicach. To widok niestety codzienny.

W centrum miasta wiadomo jest lepiej, za to tłumy ludzi. Ale co się dziwić skoro w samym Hong Kongu jest ponad 7mln mieszkańców.
W samym centrum jest ogród botaniczno-zoologiczny, do którego można wejść za darmo i na chwile zapomnieć, że jest się w mieście.
Podczas pobytu tam poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi i to z różnych zakątków świata.

Co źle wspominam to jedzenie. Ciężko mi było przyzwyczaić się do ich kuchni. Niestety większość wyjazdu jadłam chińskiego Mc Donalda lub od czasu do czasu coś podobnego do naszych zupek chińskich jakie mamy w polsce :)
Po Hong Kongu przyleciałam do Turcji do Istambułu. Jestem tutaj na półtoramiesięcznym kontrakcie, ale to co dzieje się w Istambule postaram się opisać w następnym swoim wpisie.

Na zakończenie, życzę Wszystkim udanych wakacji, bo to już niestety końcówka. Mam nadzieję, że pogoda jeszcze porozpieszcza i będzie można zażyć przed jesienią odrobiny słońca.

Na koniec, jako zapowiedź, dodaje zdjęcie z Turcji.
Trwa ładowanie komentarzy...